2 lata temu byłam na wycieczce w Białymstoku w Muzeum Pamięci Sybiru. Wiele książek przeczytałam o GUŁAGu i myślałam, że już w jakiś sposób jestem odporna emocjonalnie. Jednak, gdy tylko zobaczyłam wystawy w muzeum moje serce zabiło mocniej. Emocje wzięły w górę. Bardzo dokładnie obejrzałam każdą salę. W Muzeum Pamięci Sybiru spędziłam niemalże cały dzień. Na koniec zaszłam również do muzealnej księgarni. Kupiłam w niej m.in. Do zobaczenia w kraju. Splątane losy pewnej rodziny.
Mapa ze strony Radzima.netNiespodziewanie Aleksander Pawłowicz został aresztowany przez sowietów. Pewnego dnia pani Elżbieta udała się do Białegostoku, liczyła, że może uda jej się ujrzeć męża. W tym czasie do ich domu zapukali przedstawiciele władzy radzieckiej i kazali się wszystkim spakować i przygotować do podróży. Zwróćmy uwagę, że w domu zostały same niemalże dzieci i babcia. Wszyscy czuli się więc bezradni. Nie wiedzieli co pakować, co może im się przydać. Na szczęście jeden z sowietów podpowiedział im co zabrać. Po szybkim zebraniu rzeczy zostali wsadzeni do wozów i zawiezieni na pociąg. Tak zaczęła się ich wędrówka w głąb Syberii. To było w lutym 1940 roku. Gdy pani Elżbieta wróciła do domu nikogo nie zastała…
W ten oto sposób cała rodzina opuściła na długi czas dom i ojczyznę. Znaleźli się na zsyłce, w “domu niewoli”. A co gorsza, zostali rozdzieleni. Czytamy tutaj o pracy i trudach codziennego życia na zesłaniu. A przede wszystkim: o próbach połączenia się z rodziną. Jak ciężki to był dla nich okres możemy sobie tylko wyobrazić, o ile starczy nam na to wyobraźni. Przez takie piekło nikt by nie chciał przejść. Maria nie dość, że musiała pracować to jeszcze zająć się młodszym rodzeństwem, które nie rozumiało, czemu ich zabrała w tak okropne miejsce i było głodne. Nagle starsze rodzeństwo musiało szybko dorosnąć i próbować zająć się wszystkim. Babcia nie była pomocna. Nie była gotowa na taki los. Szybko się postarzała jeszcze bardziej i stała się kolejną osobą, którą było trzeba się opiekować.
Wszyscy śledzili informacje z frontu. Żyli nadzieją, że prędko uda im się wrócić do domu. Niestety nie było im dane spotkać się w komplecie. Nie wszyscy bowiem przeżyli.
Kto przetrwał? Czy wszystkim udało się wrócić do Polski? Czy znaleźli się w kraju? Tego dowiecie się po przeczytaniu tych wspomnień.
Spodobała mi się forma tej książki. Zostały w niej połączone dwa wspomnienia i to w różnych formach. Aleksander Pawłowicz prowadził dziennik, natomiast Maria spisała swoje relacje po latach. Przyznam, że początkowo obawiałam się, że połączenie tych dwóch form wprowadzi chaos. Jednak na wielkie brawa zasługuje redakcja. Tak dobrze podzielili i połączyli te wspomnienia, że bardzo dobrze się to wszystko czytało. Stanowiło to spójną całość.
Ponadto dołączono listy, mapy i inne dokumenty z tamtego okresu rodziny Pawłowiczów. To wszystko dodaje pewnych “smaczków” tym wspomnieniom i potwierdza opisywane wydarzenia.
Jednak czegoś mi brakowało w tej książce. Na pewno informacji o Hani. Ona gdzieś ginęła w tym wspomnieniach, czasem się zastanawiałam, czy na pewno dalej jest u boku Marii. Brakowało mi też wspomnień z powrotu do Polski. Dobrze wiemy, że powroty nie były łatwe, a tu jeszcze była na pewno próba odnalezienia rodziny.
Przyznam, że zawsze ciężko mi się ocenia literaturę obozową, zwłaszcza wspomnienia. Są to w końcu bardzo ciężkie przeżycia ludzi. Pamiętajmy, że długo nie można się było wypowiadać w tym temacie. Uważam, że te wspomnienia mogą być dobre i ciekawe dla osób, które nie czytały jeszcze literatury łagrowej i dopiero chciałyby zacząć ją poznawać.

Komentarze
Prześlij komentarz