Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2026

Jeszcze słychać tę muzykę

Wydawać by się mogło, że o przeszłości napisano już wszystko i nie sposób odkryć niczego nowego. Historia ma jednak to do siebie, że wciąż można patrzeć na nią z odmiennych perspektyw, odsłaniać jej mniej znane warstwy i wydobywać na światło dzienne zapomniane szczegóły. Niedawno trafiłam na książkę Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony Andrzeja Krawczyka, która odkryła przede mną tematykę, o której wcześniej nie słyszałam. Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak Horyzont. Na wstępie muszę przyznać, że dotąd niewiele czytałam o historii Żydów, także tych mieszkających w Polsce. Oczywiście wiem, co wydarzyło się podczas II wojny światowej, jednak nigdy nie zagłębiałam się w tę tematykę w sposób szczególnie pogłębiony. Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony to moja pierwsza lektura, która tak szeroko podejmuje temat dziejów społeczności żydowskiej na przestrzeni lat. Żydzi pojawiali się w Polsce od XIII wieku (...) Na ziemia...

tik, tik... BUM!

Czas, czas, czas – wciąż nas goni… Może być naszym przyjacielem bądź wrogiem, zależnie od tego, jak na niego spojrzymy. Pozwala „leczyć rany”, jest potrzebny do rozwoju i dorastania, umożliwia także spojrzenie z dystansu na relacje czy wydarzenia. Bywa jednak bezwzględny – przypomina o starzeniu się i nieuchronności śmierci, a niekiedy wywiera presję. O czasie opowiada musical „tik, tik… BUM!”. Akcja spektaklu rozgrywa się w latach 90. Opowiada losy trójki młodych przyjaciół – Jona, Michaela oraz Susan (dziewczyny Jona), mieszkających w Nowym Jorku. Każdy z nich jest artystą. Przyjechali do tego wielkiego miasta, aby zrobić karierę. Jednak los okazał się bardziej brutalny, niż zakładali. Zacznę od końca – Susan, tancerka. Zamiast robić karierę, uczy dzieci. Dostaje jednak możliwość wyjazdu. To dla niej szansa – jej życie może w końcu zmienić się na lepsze. Michael porzucił swoje marzenie o zostaniu aktorem. Zamiast tego podjął pracę w korporacji, w marketingu. Dzięki temu stać go było ...

Dno miednicy

Jest wiele tematów uznawanych za tabu. Mówienie o nich wywołuje w nas wstyd lub zakłopotanie. Nie lubimy rozmawiać o śmierci ani się do niej przygotowywać czy oswajać z tym tematem, zwłaszcza gdy dotyczy kogoś nam bliskiego. W wielu miejscach nie rozmawia się również o pieniądzach — ten temat bywa postrzegany jako nie na miejscu. A co z religią i polityką? Te kwestie potrafią wywołać burzę przy stole, dlatego lepiej ich nie poruszać. Są jednak tematy, które powinny być podejmowane i o których nie powinniśmy bać się ani krępować mówić. Należą do nich chociażby kwestie naszego zdrowia psychicznego oraz fizycznego. W związku z tym chętnie sięgnęłam po książkę Dno miednicy. Kompletny przewodnik po centrum kobiecego ciała Sary Reardon. Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak JednymSłowem. Poradniki o zdrowiu bywają postrzegane z pewnym dystansem i nieufnością — wiele osób obawia się uproszczeń, straszenia chorobami lub obietnic szybkich, uniwersalnych rozwią...

Avatar: Ogień i popiół

Pamiętam, kiedy pierwszy Avatar wszedł do kin. Było to coś zupełnie nowego — u nas mówiło się, że to pierwszy film 3D w kinach. Poszłam na niego z rodzicami i siostrą. To było pewne wydarzenie. Film nam się podobał, choć był długi, jego jakość wynagradzała czas. Kiedy później obejrzałam go w telewizji — tak, w telewizji, nie na platformach streamingowych — wrażenie było już mniejsze. To jeden z tych filmów, które naprawdę warto oglądać w kinie. Później wybrałam się na Avatar: Istoty wody , który okazał się bardzo spokojny i kojący. Choć końcówka była bardziej dynamiczna, wyszłam z kina zrelaksowana i odprężona — ogromne wrażenie zrobiły na mnie ujęcia wody. Nie mogłam więc przegapić trzeciej części, Avatar: Ogień i popiół . Przed wyjściem do kina na Ogień i popiół popełniłam jeden błąd — nie przypomniałam sobie, o czym była druga część. W efekcie na początku ciężko było mi wgryźć się w fabułę. Ogólnie jednak uważam, że znajomość poprzednich części nie jest konieczna, bo bohaterowie w...

Strachy na Lachy

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy działa już od dziesiątek lat - całe moje życie. W tym roku celem było: Diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów i grano pod hasłem: Zdrowe brzuszki naszych dzieci . Już od wielu lat WOŚP to nie tylko zbiórki pieniężne, ale również różne atrakcje organizowane w wielu miastach w Polsce. W mojej miejscowości w tym roku był koncert zespołu Strachy na Lachy. Przyznam, że nie jestem fanką tego zespołu i kojarzyłam jedynie jeden ich utwór - Dzień dobry, kocham Cię . Początkowo planowałam wyjazd na koncert do Warszawy, jednak panujące mrozy skutecznie mnie do tego zniechęciły i ostatecznie wybrałam wydarzenie bliżej domu. Tym bardziej że Strachy na Lachy to zespół kultowy, a mój mąż go lubi. Na koncert wybraliśmy się rodzinnie — z moją mamą oraz ciocią i wujkiem. Udało nam się nawet zająć miejsca w pierwszym rzędzie Mam w sobie taką cechę, że gdziekolwiek idę, staram się dobrze bawić. Tak było i na tym koncercie — tańczyła...

Zaz

Jak powiedział kiedyś Johann Sebastian Bach: Celem i ostatecznym powodem wszelkiej muzyki nie powinno być nic innego, jak tylko odświeżenie duszy . Ostatnio udałam się na koncert francuskiej wokalistki jazzowej  Zaz, który odbył się na warszawskim Torwarze. Przyznam, że wcześniej nie znałam twórczości tej wokalistki. Wybierając się na koncert, nie wiedziałam nawet, jakiego rodzaju muzyki mogę się spodziewać. Jak do tego doszło? W trakcie pracy zadzwoniła do mnie mama z pytaniem, czy nie chciałabym wybrać się z nią na koncert Zaz — właśnie zdobyła bilety. Bez wahania się zgodziłam. Natłok obowiązków sprawił jednak, że nie znalazłam ani czasu, ani przestrzeni, by sprawdzić, kim właściwie jest Zaz. Na Torwar pojechałam więc z czystą ciekawością. Muszę przyznać, że artystka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jej sceniczne kreacje były skromne, a jednocześnie pełne wdzięku i swobody — choć przecież nie o strój tu chodzi. Zaz ma w sobie niezwykłą energię i sceniczny power, który natychmia...

Ballada węży i ptaków

Są książki do których ma się sentyment i mimo upływu lat wciąż je miło wspominamy. Z przyjemnością wspominam czasy, gdy czytałam Harrego Pottera J.K.Rowling, a potem wypatrywałam kolejnych ekranizacji. Po dziś dzień uwielbiam tę serię, mam do niej wielki sentyment. Swego czasu byłam również wielką fanką Zmierzchu Stephenie Meyer (team Edward) i uwielbiałam serię Szeptem Becca Fitzpatrick. Obie jednak serie pozostawiam w strefie wspomnień i nie wracam do nich, czuję, że dziś nie przypadłyby mi do gustu. Dwie ostatnie książki łączy jedno: nie wyobrażam sobie ich kontynuacji. Jako nastolatka zaczytywałam się również w Igrzyskach śmierci Suzanne Collins. Myślałam, że ten rozdział mam już za sobą. Autorka jednak po latach powróciła do tej historii i przedstawiła czytelnikom dwa prequele - Wschód słońca w dniu dożynek oraz Balladę węży i ptaków , którą właśnie miałam okazję przeczytać. Nie będę ukrywać — wiedziałam, o czym jest Ballada węży i ptaków . Wcześniej obejrzałam film i początk...