W głąb Związku Radzieckiego zostało wywiezionych tysiące Polaków. Nie wszystkim jednak udało się wrócić. A ci, którzy przeżyli jeszcze długo nie mogli opowiadać o tym czego tam doświadczyli. Ich historie mogły ujrzeć światło dzienne dopiero po upadku komunizmu. Jednymi ze wspomnień, spisanych po latach, są zapiski pani Jadwigi Okołów pod tytułem Uparłam się i poszłam. Zesłańcze wspomnienia.
Pewnej nocy do ich drzwi zapukali sowieccy żołnierze. Kazali im się szybko spakować. Jeden z żołnierzy podpowiedział pani Jadwidze, aby spakowała przede wszystkim odzież i jakieś kosztowności. Następnie zawieziono ich na peron i wciśnięto do pociągu. Nie wiedzieli dokąd się udają. Podróż była długa. Najgorzej znosił ją pan Wacław, jak autorka wspomina: dostał szoku nerwowego i zabrano go do osobnego wagonu. Ciągle powtarzał: “Co z nami będzie?”.
Gdy dotarli na miejsce przydzielono im pracę. Pani Jadwiga zajmowała się czyszczeniem ubikacji, a pan Wacław ze względu na zły stan zdrowia - paleniem gałęzi. Ich względny spokój nie trwał jednak zbyt długo. Pan Wacław zmarł po sześciu miesiącach przebywania na “nieludzkiej ziemi”. I w ten sposób pani Jadwiga została sama z dwójką dzieci. W międzyczasie urodził im się synek - Rysio, ale o tym autorka nie wspomina.
Zaczął się nowy, bardzo ciężki rozdział w życiu Okołów. Pani Jadwiga robiła wszystko, aby ratować swoje dzieci. Wspominana jest głównie walka o życie. O tym jak ciężko było zdobyć jedzenie oraz z jakimi chorobami się zmagano. Pani Jadwiga nie użala się zbytnio. Widać natomiast jej determinację. Niestety pod koniec 1941 roku jej najmłodszy synek zmarł. I nie chcę nawet sobie wyobrażać co musiała pani Jadwiga przeżywać, ale nie poinformowała od razu władz o śmierci Rysia, dzięki czemu przez jakiś czas dostawali jeszcze jego porcję mleka, tak potrzebną aby wyżyć.
Poza walką o przetrwanie pani Jadwiga w pewnym momencie musiała podjąć jeszcze jedną trudną decyzję: czy przyjąć obywatelstwo sowieckie. Dla dobra swego syna: stała się Sowietką. Mimo wszystko bardzo udzielała się w sprawach polskich.
W 1946 roku w końcu udało się jej i Czesiowi powrócić do ojczyzny. Nie brak w tych wspomnieniach opowieści z początkowego etapu życia w Polsce.
Do książki dołączono również wspomnienia najbliższych o pani Jadwidze. Widać w nich jak pracowitym, dobrym i ciepłym była człowiekiem i jakie piętno pozostawiało po sobie zesłanie.
W książce znalazły się również liczne fotografie rodziny pani Jadwigi. Nie brak również skanów dokumentów, które się uchowały. W książce umieszczono także zdjęcie książki Bolesława Prusa Placówka, z której uczył się Czesio. Egzemplarz ten został przekazany do Muzeum Pamięci Sybiru.
Dodatkowo w książce umieszczono wstęp redaktora. Znajdują się w nim nie tylko informacje o pani Jadwidze, ale również o deportacji, powstawaniu tzw. literatury łagrowej. Jest to krótki wstęp, ale pozwala usystematyzować wiedzę przed zapoznaniem się ze wspomnieniami pani Jadwigi.
Pani Jadwiga spisała swoje wspomnienia po wielu latach. Nie koncentruje się w nich na sobie, na swoich przeżyciach. Na zesłaniu została sama z dwójką małych dzieci. Pokazuje z jaką determinacją walczyła o ich i swoje życie. Cytując panią redaktor: Mimo cierpienia, śmierci najbliższych, losy Jadwigi Okołów pokazują, że człowiek potrafi przetrwać. Zły los go nie pokona - hartuje i pozwala docenić każdy dzień życia.

Komentarze
Prześlij komentarz