Jaka jest Wasza ulubiona bajka z dzieciństwa? Ja zdecydowanie uwielbiam Króla Lwa. Rodzice opowiadali, że jako dziecko oglądałam tę bajkę w kółko. Po dziś dzień zresztą śpiewam piosenki z tej bajki. Z wielkim zainteresowaniem obejrzałam więc filmową wersję w 2019 roku. To już nie było to, film nie był jednak najgorszy. Niedawno ukazał się prequel Mufasa: Król Lew i udało mi się go już obejrzeć.
Zbliża się burza. Simbe wzywają niecierpiące zwłoki sprawy. Swoją małą córeczkę Kiarę zostawia pod opieką najlepszej straży: Timona i Pumby. Dołącza do nich Rafiki, który opowiada całej trójce historię odważnego lwa - Mufasy, dziadka Kiary.
Mały Mufasa wskutek nieszczęśliwego wypadku pozostaje sierotą. Wystraszony i zabłąkany trafia na nieznane mu ziemie. Z pomocą przychodzi mu Taka, w którego żyłach płynie królewska krew. Lwiątka zżywają się ze sobą i traktują się jak bracia. Pewnego razu na ich teren przybywają obce i potężne lwy (albinosy). Stado postanawia, że Taka i Mufasa muszą uciekać. Wyruszają oni w kierunku krainy, o której dawniej opowiadała Mufasie mama. Za nimi wyruszył pościg. I tak zaczyna się wielka przygoda obu braci. Po drodze Mufasa i Taka poznają Sarabi i Rafiki. Nie tajemnicą jest (zwłaszcza jeśli zna się Króla Lwa), że Taka to Skaza. Jest to więc opowieść nie tylko o tym w jaki sposób Mufasa doszedł do władzy, ale również o samym Skazie i jego winie.
Jest to historia o poszukiwaniu, ale również o przyjaźni i miłości. Pokazuje, że nie ważne kim się rodzimy, lecz kim się stajemy. Przesłanie bardzo mi się podobało. Po obejrzeniu filmu przypomniał mi się cytat Mufasy z Króla Lwa: Pamiętaj kim jesteś. I jest to przesłanie płynące również z najnowszej wersji.
Opowieść Rafiki jest co jakiś czas przerywana przez komentarze Timona i Pumby i wstawki Kiary. Przyznam, że te przerywniki mi się nie podobały. Po pierwsze, nic nie wnosiły. Po drugie, nie były zabawne. Uważam, że ten zabieg był niepotrzebny i bez niego film byłby ciekawszy.
Byłam na wersji z dubbingiem i muszę przyznać, że piosenki mnie nie powaliły. W sumie to żadna nie wpadła mi specjalnie w ucho. Ale jeśli chodzi o linię melodyczną: podobało mi się wykorzystanie muzyki z Króla Lwa. Ogólnie samych melodii słuchało się dobrze.
Przyznam, że film to nie bajka. Większe wrażenie by ta historia zrobiła, gdyby był to film rysunkowy. Nabrałaby pewnej magii.
Czy polecam ten film? Moim zdaniem nie warto iść na niego do kina, lepiej poczekać aż będzie dostępny na platformie Disney’a.

Komentarze
Prześlij komentarz