Lubicie czasem wychodzić ze swojej strefy komfortu, wybierając książki do przeczytania? Ja od czasu do czasu lubię sięgać po coś nowego i nietypowego dla mnie. Tym razem postanowiłam sięgnąć po antologię Niegrzeczne święta. Pamiętam jak parę lat temu, w okresie świątecznym, cały czas mi się pokazywała na Instagramie. Wtedy nie byłam do niej przekonana, ale w tym roku postanowiłam sprawdzić, czy moje przypuszczenia były właściwe.
Powyższa książka jest zbiorem dziesięciu opowiadań różnych autorek i autora, które w zamyśle mają nas rozgrzać do czerwoności w zimowe mroźne wieczory (ups, ale w tym roku za oknami mamy bardziej jesień niż zimę 🤭). Przyznam, że nie kojarzę ani jednego autora z tej antologii; wszystkie te nazwiska są mi całkowicie obce.
Jeśli chodzi o same opowiadania: nie będę opisywać każdego z nich, ponieważ nie ma to sensu. Łączy je jedno: erotyka. I nie powiem, aby ten wątek był jakoś super przedstawiony w którymkolwiek z opowiadań. Czasem miałam wrażenie jakby autorzy na siłę dorzucali jeszcze więcej takich opisów, bo to przecież seria “niegrzeczna”. I od razu powiem: nie, czytając te sceny nie zrobi się Wam gorąco, jeśli takich wrażeń szukacie w literaturze.
A co z magią świąt? Ja ich w ogóle nie czułam. Padały jakieś sformułowania: magia świąt, noc cudów, ale nic więcej.
W sumie to zapamiętałam dwa opowiadania (i to nie wybitne): Nim skończy się rok Emilii Szelest i Rozpakuj mnie jak prezent Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Chociaż, wiem teraz o czym są, ale czy będę o nich pamiętać za miesiąc? Wątpię. Ale oba miały jakąś sensowną fabułę i była w nich zachowana jakaś równowaga.
Nie polecam tej antologii. Uważam, że szkoda na nią czasu. Opowiadania są, niestety, słabe, brak w nich balansu i dopracowania. Męczyłam się czytając je. Żałowałam nawet, że mam postanowienie doczytywać książki do końca. Tę miałam ochotę odłożyć już po pierwszym opowiadaniu.

Komentarze
Prześlij komentarz