W jakich momentach najczęściej zastanawialiście się nad sensem życia? Siedząc na plaży, wsłuchując się w szum fal i patrząc na zachodzące słońce? Wspinając się po górach i zmagając się samymi z sobą? W momentach przytłoczenia przez życie? A może będąc pod wpływem upojenia alkoholowego? O tym ostatnim jest debiutancka książka Uresko duga noc Bartłomieja Szmytkowskiego.
Pisząc tę recenzję mam pustkę w głowie. Przeczytałam tę książkę, myśli mi się kotłują, ale gdy mam to przelać “na papier” - nie mogę. Nagle pojawia się nicość. Wszystko jest jakby za mgłą. Kurczę, ale w sumie główny bohater książki też bije się ze swoimi myślami. I co najlepsze: tworzy wiersz i ma problem z zapisaniem i utrwaleniem go. Co prawda z innych powodów niż ja, ale jednak. Ha, ha, udzielił mi się chyba trochę nastrój bohatera. Może o to właśnie chodziło?
Wszystko co trzeba wiedzieć o tej książce jest w opisie od wydawcy:
On tylko próbuje przetrwać noc. Właśnie opuścił miejsce, w którym chętnie zostałby na dłużej, whisky w butelce ubywa, a jego największym problemem jest aktualnie brak zapalniczki. To brzmi jak jeden z typowych wieczorów spędzonych na mieście. Z tym że nim nie jest.
Zakrapiana wędrówka pogrążonymi w mroku ulicami przybiera nieoczekiwany obrót. Ludzie mijani na chodnikach nie pokazują swoich twarzy. Myśli o otaczającym świecie huczą w głowie, nikotynowy głód daje się we znaki, a samotność staje się brutalnie namacalna. Jakby tego było mało, krążąc po mieście, bohater wplątuje się w rywalizację z jednym z największych proroków świata. Do jakich miejsc i refleksji doprowadzi go ta niekończąca się noc?
Ta książka po pewnym kątem była ciekawa. Po pierwsze, styl autora. Trzeba przyznać, że pióro ma dobre. Luźne i przemyślane wypowiedzi. Sporo ciekawych porównań i odniesień. Pod takim kątem super się czytało.
Po drugie, świetnym pomysłem było na pewno wykorzystanie realizmu magicznego. Nasz bohater prowadzi różne dyskusje: sam z sobą bądź z ludźmi spotkanymi na ulicy, ale tu pojawia się mały haczyk. Nie zawsze od razu wiemy, czy osoba z którą rozmawia jest prawdziwa, czy wyimaginowana. Dodatkowo twarze tych ludzi są zasłonięte białym materiałem.
Przyznam, że momentami mi się ta książka dłużyła i myślałam sobie: to jest uresko dugi moment. I niektóre fragmenty musiałam czytać po parę razy, bo popadałam w lekkie zawieszenie.
Niestety ta książka nie trafi do moich ulubieńców. Spodziewałam się po niej czegoś bardziej w stylu Moskwa-Pietuszki Wieniedikta Jerofiejewa. Chociaż jestem ciekawa jak teraz bym odebrała książkę Jerofiejewa. Czytałam ją wiele lat temu i moje spostrzeżenia o nie też mogą ulec zmianie.

Komentarze
Prześlij komentarz