Dzieciństwo - czas wielkich marzeń. Wtedy wierzymy, że wszystko jest możliwe. Dzieciństwo to również okres, kiedy kształtują się nasze przekonania. To magiczny i ważny etap. Kto nie robił wtedy planów i postanowień na przyszłość? Czy pamiętacie, o czym wtedy marzyliście? Co udało Wam się zrealizować? O realizacji postanowień z dzieciństwa jest książka Lori Nelson Spielman Lista marzeń.
Brett, dziewczyna po trzydziestce. Wydawać by się mogło, że jest życie jest idealne. Ma dobrą pracę - pracuje w dziale marketingu w firmie swojej mamy. Mieszka i żyje z ambitnym i przystojnym prawnikiem. Na dodatek ma kochającą rodzinę. Jej życie się jednak zmienia wraz ze śmiercią matki. A sytuację dodatkowo komplikuje testament. Zarówno Brett jak i jej bracia są pewni, że odziedziczy ona funkcję dyrektora w firmie. Jak się można domyśleć: wola ich mamy była zupełnie inna. Dyrektorką rodzinnej firmy została szwagierka Brett - Catherine, ponadto nasza bohaterka straciła zajmowane wcześniej stanowisko.
Mama miała inny plan na swoją córkę. Chciała, aby Brett zrealizowała dziesięć punktów ze swojej listy marzeń, którą spisała będąc nastolatką. Aby otrzymać spadek ma rok na zrealizowanie tych założeń. Po każdym zrealizowanym punkcie ma udawać się do prawnika, który odczytuje jej listy napisane przez jej mamę. Cel tej listy jest jeden: Brett ma na nowo poznać siebie oraz sens życia, jak również wyjść ze swojej strefy komfortu.
Największym plusem i minusem jednocześnie tej książki są punkty do wykonania przez Brett, zwłaszcza uwzględniając czas jaki ma na ich zrealizowanie. Takie punkty jak: pomagać biednym, do śmierci przyjaźnić się z Carrie, czy kupić psa / konia są realne. Ale jak można oczekiwać, że ktoś znajdzie prawdziwą miłość, czy będzie posiadać dziecko w tak krótkim okresie. Okej, teoretycznie jest to możliwe, ale nie zawsze. Niekiedy potrzebny jest na to czas.
Dodatkowo, jak można chcieć kierować czyimś życiem? A to właśnie próbowała uczynić mama Brett. Narzuciła w jakiś sposób dziewczynie realizowanie punktów z listy spisanej wiele lat wcześniej. Każdy uczy się na swoich błędach i powinien móc przeżyć życie po swojemu. Cel przysługiwał słuszny, ale sposób wykonania mi się nie podobał.
Wątki romantyczne też pozostawiają wiele do życzenia. Dzięki liście Brett uświadamia sobie, że jej chłopak nie jest jej prawdziwą miłością. Była z nim z niewłaściwych pobudek. Szuka więc miłości dalej. Nie są to jednak romantyczne i ciekawe historie, które czytelnik śledziły z zapartym tchem. W moim odczuciu były one jałowe.
Dzięki tej liście jednak Brett odkrywa pewien sekret rodzinny. Okazuje się bowiem, że jej ojcem nie był mężczyzna, który ją wychowywał. Dziewczyna postanawia odnaleźć swojego biologicznego tatę. W ten sposób odnajduje nową rodzinę i ciepło, którego jej brakowało.
Niedawno ukazał się na Netflix film pod tym samym tytułem. Można go jednak traktować jako luźną interpretację niniejszej książki. Założenie i pewne elementy są takie same. Jednak jest bardzo dużo różnic między książką a filmem. Muszę przyznać, że film mi się bardziej spodobał. Jest on ciepły, niektóre rzeczy są bardziej przemyślane i realne do wykonania niż w książce. Polecam ten film każdemu.
Lista marzeń to lekka i przyjemna książka, w sam raz na wiosenne popołudnia. Nie jest to jednak książka idealna. Jest to jeden z nielicznych przypadków, kiedy uważam, że film jest lepszy niż książka.
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz