Przejdź do głównej zawartości

Pieśń bogini Kali

Azja przyciąga nas do siebie. Kultura tamtych państw jest dla nas czymś egzotycznym i ciekawym. Ostatnio na rynku książkowym jest dużo literatury koreańskiej, czy japońskiej. Co powiecie jednak na przeniesienie się do Indii? W mroczną podróż do tego kraju zabiera nas Dan Simmons i jego Pieśń bogini Kali.



Zacznijmy od tego kim jest bogini Kali:


Kali jest boginią czasu i śmierci, pogromczynią zła oraz demonów. To matka wszystkich żywych istot i w ostatnich latach właś­nie ten aspekt jej bóstwa zaczął być szczególnie podkreślany – matka chroni niewinnych, jest obrończynią. Jednocześnie jednak Kali to bogini zniszczenia i narodzenia się na nowo. Jej wszystkie właściwości zebrane razem stanowią całość, traktowane z osobna zdają się wykluczać. Wciąż panuje przekonanie, że ciemna bogini, zabójczyni złych demonów wymaga ofiar z krwi. I chociaż od lat czynione są starania, by ku jej czci nie zabijać zwierząt i nie składać ich na ołtarzach, wciąż wiele osób to praktykuje – zwłaszcza w Bengalu. W Kalkucie, Bhubaneswarze, Guwahati wierni wciąż zbierają się w miejscach kremacji zwłok (śmaśanach), gdzie wedle tantrycznych wierzeń błąka się duch bogini i do dziś dokonują tam nierzadko brutalnych ofiar. (link)


W Pieśni bogini Kali mamy narrację pierwszoosobową. Akcja toczy się w latach 70 XX wieku. Głównym bohaterem jest Robert Luczak. Jak się dowiadujemy, posiada on korzenie polskie - taki drobny smaczek dla polskich czytelników 😉 Robert jest pracownikiem czasopisma literackiego. Pewnego dnia dostaje propozycję wyjazdu służbowego do Kalkuty. Jego zadaniem będzie zdobycie praw do publikacji najnowszego poematu indyjskiego poety - M. Dasa. Jest tylko jeden problem. Das przepadł bez wieści 8 lat wcześniej i uznany został za zmarłego. Celem więc Roberta jest nie tylko pozyskanie nowego poematu, ale ustalenie również, czy autorem jego jest faktycznie Das.


Kalkuta nie jest zwykłym miejscem. Przed podróżą tam ostrzegał Roberta jego przyjaciel, błagał wręcz, aby nie wyjeżdżał. Był kiedyś w tym mieście i go przerażało. Robert jednak nie posłuchał przyjaciela i udał się w podróż. Do Kalkuty Robert wybrał się z żoną - Amritą, która z pochodzenia jest hinduską i z paro miesięczną córeczką - Victorią. W teorii żona ma na miejscu być jego tłumaczem, jednak w praktyce nie jest to zbytnio potrzebne i ma “czas dla siebie”. Ostatnie wyrażenie wzięłam w cudzysłów, bo jak się okazuje Amrita nie ma zbyt wielu opcji spędzania czasu wolnego.


Na miejscu Robert spotyka się z przedstawicielami Bengalskiego Związku Pisarzy. Przedstawiają Robertowi list, świadczący o tym, że Das żyje i następnego dnia mają mu wręczyć jego poemat. Wydawać by się mogło, że wszystko poszło szybko i gładko. Ale nie… Okazuje się bowiem, że w Kalkucie istnieją wyznawcy bogini Kali, a to wszystko ma związek z Dasem. Robert zostaje wplątany w jakieś intrygi i tajemnice, o których wiedzieć nie powinien. Ta wiedza przynosi mu wiele problemów i prowadzi do tragedii. Sama bogini Kali zaczyna mieć wpływ na jego psychikę i nie do końca może się od niej uwolnić. Co się stało z Dasem? Z czym będzie musiał zmierzyć się Robert? Tego dowiecie się z książki. Powiem jedno: życie Roberta przerodzi się w horror.


Niestety nie przypadła mi ta książka do gustu. Początek mi się podobał. Środek był dla mnie niczym flaki z olejem. Za to zakończenia tak mocnego się nie spodziewałam. Na ocenę wpływa niestety fakt, że przez trzy czwarte książki męczyłam się ją czytając.


Klimatem Pieśń bogini Kali przypominała mi trochę Czas zmierzchu Dmitrija Gluchowskiego. Czuć było mrok i jakąś zagadkę. Niestety, pomysł dobry, gorzej z wykonaniem, jak to się mówi. Nie było nic co by mnie trzymało w napięciu. Nawet pod koniec jak dochodzi do porwania córki Roberta to nie byłam ciekawa, kto za tym stał i dlaczego to zrobił. Rozwiązanie tej sprawy mnie zaskoczyło, to prawda, ale moja podświadomość powinna być zaciekawiona tą sprawą, snuć domysły… Ta książka mi tego nie dała. Nudziłam się czytając tę powieść. Dobrze, że była krótka, a i tak ją wymęczyłam. Niechętnie przewracałam kolejne stronice.


Z gatunku to miał być horror. No cóż, na gatunku pozostańmy. Zaliczyłabym prędzej tę książkę do jakiegoś thrillera z elementami horroru.


Pieśń bogini Kali jest moim pierwszym i niezbyt udanym spotkaniem z twórczością Dana Simmonsa. Na regale mam jego jeszcze trzy książki: Dzieci nocy, Czarne góry oraz Terror. Może dam szansę jeszcze temu autorowi, jeśli tak, to sięgnę po Terror, bo jest najlepiej oceniany.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Katabaza

Są autorzy, na których książki wręcz czekamy. Jesteśmy ciekawi, czym tym razem nas zaskoczą. Dla mnie taką autorką jest Rebecca F. Kuang, znana przede wszystkim z Wojen makowych . Pod koniec 2025 roku ukazała się jej najnowsza powieść — Katabaza . Kupiłam ją niemal od razu, jednak do dziś czekała na przeczytanie. Chciałam, aby szum wokół niej nieco opadł. Z tego, co widziałam, tę książkę albo się polubi, albo nie. Jakie są moje wrażenia? Zaraz się dowiecie. Czy zastanawialiście się jak to jest zejść do piekła? Co może nas tam spotkać? I czy w ogóle da się z niego potem wydostać? W dużym skrócie o tym jest Katabaza . Główną bohaterką powieści jest Alice Law, studentka Magii Analitycznej na Uniwersytecie Cambridge. Dziewczyna przyjechała do Londynu z Ameryki, aby uczyć się od najlepszych, a zwłaszcza od Jacoba Grimesa, uznawanego za najwybitniejszego maga w dziejach. Miała jeden cel: stać się najlepszą i móc bezpośrednio współpracować z tym profesorem. Wszystko układało się zgodnie z pla...

Ubungo

W czasie wolny poza czytaniem książek i oglądaniem seriali lubię sięgać po planszówki. Sięgam po różnego rodzaju gry: karciane, strategiczne oraz logiczne. Z przyjemnością więc zagrałam w Ubungo . Jest to gra logiczna. Samo słowo “ubungo” oznacza “mózg”. Twórcy wymyślili więc świetną nazwę do tej gry: coś prostego i ezgotycznego. Jak podpowiada nam AI: Gra planszowa Ubongo została stworzona przez polsko-szwedzkiego projektanta Grzegorza Rejchtmana i pochodzi ze Szwecji, ale nazwa "Ubongo" (co znaczy "mózg" po suahili) nawiązuje do Afryki, gdzie działa firma społeczna Ubongo tworząca edukacyjne programy telewizyjne, co może wprowadzać w błąd. Zasady gry są bardzo proste. Każdy gracz otrzymuje planszę oraz dwanaście elementów. To co jest istotne: każda plansza ma inny wzór, który należy zapełnić kolorowymi elementami. Należy to zrobić w jak najkrótszym czasie - do gry dołączona jest bowiem klepsydra. Z pozoru może wydać się to proste, ale jest wiele kombinacji do zape...

Strażniczka feniksa

Lubicie chodzić do zoo? Oglądać wszystkie te egzotyczne zwierzęta? A co powiecie na zoo, w którym nie ma pand, tygrysów, małp ani innych znanych nam gatunków? Zamiast nich spotkacie smoki, gryfy czy feniksy. O zoo pełnym magicznych stworzeń opowiada książka S.A. MacLean Strażniczka feniksa . Główną bohaterką jest Aila. Młoda dziewczyna, około trzydziestu lat. Od dziecka marzyła, aby być opiekunką feniksów i je ratować. Uparcie szła do celu: czytała mnóstwo książek na ich temat oraz ukończyła specjalny kierunek. Udało jej się osiągnąć swój cel. Rozpoczęła pracę w zoo Sam Tamculo i była opiekunką ptaków, w tym feniksa silimalskiego. Mieć pod opieką takiego ptaka to wielki zaszczyt, ale i presja. W jej zoo przebywa bowiem tylko jeden feniks silimalski. Aila próbuje zrobić wszystko, aby odpowiednia organizacja przydzieliła jej jeszcze jednego feniksa pod skrzydła. Chce bowiem reaktywować program rozmnażania feniksów. To byłoby dobre dla jej ptaka oraz dla całego zoo. W skutek pewnych okoli...