Przejdź do głównej zawartości

Lekcje chemii

Stereotypy. Czy zastanawialiście się kiedyś jaki mają na nas wpływ? Jak wpływają na naszą rolę w społeczeństwie? Nie łatwo jest je obalić. Wygodnie jest je przecież głosić, jakby to była absolutna prawda. O walce ze stereotypami jest książka Lekcje chemii Bonnie Garmus.

Książkę przeczytałam, ponieważ polecało mi ją wiele osób. Słyszałam wiele zachwytów nad nią, nawet moja mama mówiła, że powinna mi się spodobać. Pożyczyłam więc książkę od mamy i przyznam, że nie przeczytałam jej od razu. Leżała na moim biurku z trzy miesiące. W końcu uznałam, że muszę ją w końcu przeczytać, nie mogę jej odkładać w nieskończoność, tym bardziej, że chciałam oddać książkę mamie. Ponadto mam ochotę obejrzeć serial pod tym samym tytułem. Nie zawsze wyznaję zasadę “najpierw książka, potem film”, ale w tym przypadku czułam, że ta kolejność powinna zostać zachowana (przynajmniej tak podpowiadała mi intuicja).


Przyznam, że początkowo chciałam napisać pokrótce, o czym jest fabuła, ale opis książki dostępny na platformie LubimyCzytać wszystko zdradza. Po tym długim wstępie przejdę więc do podzielenia się swoimi wrażeniami po przeczytaniu Lekcji chemii.


Zacznę od przedstawienia postaci. Główną bohaterką jest Elizabeth Zott. Młoda i atrakcyjna chemiczka. Pracuje w męskim środowisku i chce być traktowana na równi z pozostałymi. Jednak są lata 50 XX wieku i równouprawnienie kobiet nie jest jeszcze rozwinięte. Elizabeth jednak nie chce być stereotypową kobietą. Zawsze mówi to co myśli, mimo iż czasem lepiej gdyby “ugryzła się w język”. Ponadto kobieta inaczej patrzy na świat, przez co irytuje ludzi w swoim otoczeniu i jest postrzegana jako dziwaczka. Zgodnie z powiedzeniem “każda potwora znajdzie swego amatora” Elizabeth zakochuje się w koledze z pracy - Calvinie Evansie. Jej szczęście jednak nie trwa długo. W skutek pewnych okoliczności kobieta zostaje samotną matką. Ma niecodzienne spojrzenie na macierzyństwo. Wychowuje córkę na swoje podobieństwo, przez co i ono się wyróżnia na tle innych dzieci. Bycie samotnym rodzicem nie jest jednak łatwe. A jeszcze trudniej jest utrzymać dwie osoby. Los jednak sprawił, że Elizabeth Zott stała się gwiazdą telewizji. Prowadziła w nietuzinkowy sposób program kulinarny. Nie dawała jednak tylko porad o gotowaniu. Uczyła kobiet chemii, a poprzez nią - życia. Prawdopodobnie, gdyby Elizabeth Zott istniała naprawdę byłaby ikoną i ważną postacią walczącą o prawa kobiet.


Elizabeth przypomina mi trochę Sheldona Coopera z Teorii wielkiego podrywu. Sheldon był jednym z najwybitniejszych fizyków. Ponadto miał szeroką wiedzę w zakresie innych dziedzin. Brakowało mu jednej umiejętności - społecznej. Poprawiał wszystkich, przy czym nie był za grosz subtelny, a sam nie potrafił wyczuć ironii czy sarkazmu. To wszystko sprawiało, że był śmieszny. Jest  to postać, którą się lubi bądź nie. Podobnie jest w przypadku Elizabeth z Lekcji chemii. Mnie niestety jej zachowania irytowały. Nie przypadła mi do gustu ta bohaterka. Sheldona polubiłam, ale może dzięki temu, że jego postać poznawałam przez dwanaście sezonów, a z Elizabeth nie dałam rady się zżyć. Ponadto tak jak w przypadku Sheldona wielu widzów uważało, że bohater ma spektrum autyzmu, takie też odniosłam wrażenie w stosunku do Elizabeth. Ciekawe, czy autorka to miała na myśli tworząc swoją postać.


Na szczęście przeciwieństwem do Elizabeth są postaci drugoplanowe. Można powiedzieć, że pogodziły się z rolą jaką mają odegrać w społeczeństwie. Nie oznacza to, że ze wszystkim się godzą i jest im łatwo - przestały walczyć o siebie. Za sprawą Elizabeth otwierają oczy i przechodzą pewną metamorfozę, a mają również wpływ na naszą główną bohaterką. Ona również dzięki nim odkrywa pewne prawdy o życiu. Dzięki kontrastom zachowana została pewna równowaga, a cechy Elizabeth stały się bardziej wyraziste.


Jak wspomniałam Elizabeth miała dziecko. Muszę przyznać, że mam problem z tą postacią. Wyszła trochę groteskowo. Nie chcę zdradzać za dużo, ale nie lubię, gdy dziecku odbiera się dzieciństwo. Miałam wrażenie, że tutaj trochę tak było. Jest co prawda wspomniany fragment, że słucha czegoś dla dzieci, ale sam sposób myślenia i wypowiadania się, świadczy o tym, że to dziecko nie bawiło się jak inne dzieci. Widać, że miało problemy społeczne wśród rówieśników. Miałam mieszane odczucia, czytając wątki z tym dzieckiem. Nie wiedziałam, czy mu współczuć, czy co…


Przyznam, że z początku książka mnie nie porwała. Była trochę nudna, jednak im dalej - tym lepiej. Najciekawiej się zrobiło, gdy Elizabeth zaczęła prowadzić program kulinarny. Te fragmenty czytałam w autobusie i przyznam, że ledwo powstrzymywałam się od śmiechu. Początkowo wydawało się, że będzie to stosunkowo poważna książka, jednak autorka świetnie wprowadziła do niej humor.


W książce nie brak ciężkich tematów. Oprócz praw kobiet, wychodzenia z pewnej strefy komfortu, nie brak tu również odniesień do religii. Wątki te mogą trochę burzyć osoby mocno wierzące. Mi się jednak podobało to, że przedstawiono inne spojrzenie na te tematy.


Cieszę się, że sięgnęłam po Lekcje chemii jesienią. To lekka i momentami zabawna lektura. Przy tym wszystkim niesie dobre przesłanie: nie zapominajmy o sobie. Nie ujęła mnie jakoś specjalnie ta książka, ale nie była też najgorsza. Ocenę książki podnoszę za to, że się uśmiałam, a nie często mi się to zdarza podczas czytania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Katabaza

Są autorzy, na których książki wręcz czekamy. Jesteśmy ciekawi, czym tym razem nas zaskoczą. Dla mnie taką autorką jest Rebecca F. Kuang, znana przede wszystkim z Wojen makowych . Pod koniec 2025 roku ukazała się jej najnowsza powieść — Katabaza . Kupiłam ją niemal od razu, jednak do dziś czekała na przeczytanie. Chciałam, aby szum wokół niej nieco opadł. Z tego, co widziałam, tę książkę albo się polubi, albo nie. Jakie są moje wrażenia? Zaraz się dowiecie. Czy zastanawialiście się jak to jest zejść do piekła? Co może nas tam spotkać? I czy w ogóle da się z niego potem wydostać? W dużym skrócie o tym jest Katabaza . Główną bohaterką powieści jest Alice Law, studentka Magii Analitycznej na Uniwersytecie Cambridge. Dziewczyna przyjechała do Londynu z Ameryki, aby uczyć się od najlepszych, a zwłaszcza od Jacoba Grimesa, uznawanego za najwybitniejszego maga w dziejach. Miała jeden cel: stać się najlepszą i móc bezpośrednio współpracować z tym profesorem. Wszystko układało się zgodnie z pla...

Ubungo

W czasie wolny poza czytaniem książek i oglądaniem seriali lubię sięgać po planszówki. Sięgam po różnego rodzaju gry: karciane, strategiczne oraz logiczne. Z przyjemnością więc zagrałam w Ubungo . Jest to gra logiczna. Samo słowo “ubungo” oznacza “mózg”. Twórcy wymyślili więc świetną nazwę do tej gry: coś prostego i ezgotycznego. Jak podpowiada nam AI: Gra planszowa Ubongo została stworzona przez polsko-szwedzkiego projektanta Grzegorza Rejchtmana i pochodzi ze Szwecji, ale nazwa "Ubongo" (co znaczy "mózg" po suahili) nawiązuje do Afryki, gdzie działa firma społeczna Ubongo tworząca edukacyjne programy telewizyjne, co może wprowadzać w błąd. Zasady gry są bardzo proste. Każdy gracz otrzymuje planszę oraz dwanaście elementów. To co jest istotne: każda plansza ma inny wzór, który należy zapełnić kolorowymi elementami. Należy to zrobić w jak najkrótszym czasie - do gry dołączona jest bowiem klepsydra. Z pozoru może wydać się to proste, ale jest wiele kombinacji do zape...

Strażniczka feniksa

Lubicie chodzić do zoo? Oglądać wszystkie te egzotyczne zwierzęta? A co powiecie na zoo, w którym nie ma pand, tygrysów, małp ani innych znanych nam gatunków? Zamiast nich spotkacie smoki, gryfy czy feniksy. O zoo pełnym magicznych stworzeń opowiada książka S.A. MacLean Strażniczka feniksa . Główną bohaterką jest Aila. Młoda dziewczyna, około trzydziestu lat. Od dziecka marzyła, aby być opiekunką feniksów i je ratować. Uparcie szła do celu: czytała mnóstwo książek na ich temat oraz ukończyła specjalny kierunek. Udało jej się osiągnąć swój cel. Rozpoczęła pracę w zoo Sam Tamculo i była opiekunką ptaków, w tym feniksa silimalskiego. Mieć pod opieką takiego ptaka to wielki zaszczyt, ale i presja. W jej zoo przebywa bowiem tylko jeden feniks silimalski. Aila próbuje zrobić wszystko, aby odpowiednia organizacja przydzieliła jej jeszcze jednego feniksa pod skrzydła. Chce bowiem reaktywować program rozmnażania feniksów. To byłoby dobre dla jej ptaka oraz dla całego zoo. W skutek pewnych okoli...