Przejdź do głównej zawartości

Wirus?

Są książki, których opis brzmi bardzo ciekawie i zachęca czytelnika do sięgnięcia po nie. W końcu taka jest rola opisu, prawda? Najgorsze jednak jest uczucie, gdy zaczynamy czytać z wielkim zapałem, a on gaśnie już po pierwszych stronach. Tak było w moim przypadku z książką Wirus? Anny Widawskiej.

Książka przeczytana w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Borgis.

Myślałam, że w tym miesiącu nie uda mi się sięgnąć po gorszą książkę niż
Strażniczka Feniksa. Jakże się pomyliłam… Ostatnio czytałam Katabazę, której akcja rozgrywała się w piekle. Niestety, podczas lektury Wirus? czułam się tak, jakbym i ja znalazła się w podobnym piekiełku.

Na ogół w swoich recenzjach pokrótce opisuję, o czym jest dana książka. Tym razem zrobię to w wielkim skrócie — o tej historii da się opowiedzieć w raptem paru zdaniach. Główną bohaterką jest uczennica liceum, Andorcia. Pewnego dnia, podczas deszczu meteorytów, jeden z nich spada na teren szkoły. Wkrótce w jej murach zaczynają dziać się dziwne rzeczy: pasożyty opanowują ludzki mózg. Dziewczyna postanawia odkryć, co się dzieje, i stanąć do walki ze złem.


Wiecie co? Opis wyszedł mi lepiej niż moje odczucia po przeczytaniu tej książki 😅


Miałam wrażenie, że w kółko czytam o tym samym. Nieważne, na której stronie otworzyłam książkę — pojawiały się podobne opisy i wydarzenia. Całość była bardzo schematyczna i nie trzymała w napięciu, a fabuła zupełnie mnie nie porwała.


I jeszcze te dialogi… Matko, jakie one były płytkie. Momentami naprawdę zastanawiałam się, czy ludzie tak ze sobą rozmawiają — a już szczególnie młodzież. Brzmiało to raczej jak kiepska parodia rozmów niż jak dialogi w książce.


Jeśli chodzi o główną bohaterkę to zapamiętałam głównie to, że jeździ BMW i ma iPhona.


Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że to niemal oda do szkoły. Wszystko było takie piękne, nauczyciele tacy wspaniali, okazywali mnóstwo wsparcia i generalnie wszystko było idealne. Żeby było jasne — nie uważam, że szkoła czy nauczyciele są źli. Sama z wykształcenia jestem nauczycielką (choć nie praktykuję zawodu). Jednak nigdy nie spotkałam się z sytuacją, w której nauczyciele na każdym kroku podkreślali, że są „dla ucznia” i że można do nich podejść. Autorka najwyraźniej chciała pokazać, że w szkole można liczyć na wsparcie — oczywiście, to prawda. Nauczyciele, pedagodzy i psychologowie powinni pomagać i można im zaufać. Tyle że w książce wyszło to tak sztucznie i przesadnie, że zamiast wiarygodności otrzymujemy coś, co brzmi jak groteskowa parodia.


Niestety, ta książka mnie nie przekonała i nie poleciłabym jej nawet młodszym czytelnikom. W gatunku fantastyki dla młodzieży jest tyle świetnych pozycji — choćby Harry Potter czy Igrzyska śmierci. Choć ostatnio rzadziej sięgam po młodzieżówki, jestem pewna, że zarówno pod względem językowym, jak i fabularnym można znaleźć wiele wartościowych dzieł.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Katabaza

Są autorzy, na których książki wręcz czekamy. Jesteśmy ciekawi, czym tym razem nas zaskoczą. Dla mnie taką autorką jest Rebecca F. Kuang, znana przede wszystkim z Wojen makowych . Pod koniec 2025 roku ukazała się jej najnowsza powieść — Katabaza . Kupiłam ją niemal od razu, jednak do dziś czekała na przeczytanie. Chciałam, aby szum wokół niej nieco opadł. Z tego, co widziałam, tę książkę albo się polubi, albo nie. Jakie są moje wrażenia? Zaraz się dowiecie. Czy zastanawialiście się jak to jest zejść do piekła? Co może nas tam spotkać? I czy w ogóle da się z niego potem wydostać? W dużym skrócie o tym jest Katabaza . Główną bohaterką powieści jest Alice Law, studentka Magii Analitycznej na Uniwersytecie Cambridge. Dziewczyna przyjechała do Londynu z Ameryki, aby uczyć się od najlepszych, a zwłaszcza od Jacoba Grimesa, uznawanego za najwybitniejszego maga w dziejach. Miała jeden cel: stać się najlepszą i móc bezpośrednio współpracować z tym profesorem. Wszystko układało się zgodnie z pla...

Ubungo

W czasie wolny poza czytaniem książek i oglądaniem seriali lubię sięgać po planszówki. Sięgam po różnego rodzaju gry: karciane, strategiczne oraz logiczne. Z przyjemnością więc zagrałam w Ubungo . Jest to gra logiczna. Samo słowo “ubungo” oznacza “mózg”. Twórcy wymyślili więc świetną nazwę do tej gry: coś prostego i ezgotycznego. Jak podpowiada nam AI: Gra planszowa Ubongo została stworzona przez polsko-szwedzkiego projektanta Grzegorza Rejchtmana i pochodzi ze Szwecji, ale nazwa "Ubongo" (co znaczy "mózg" po suahili) nawiązuje do Afryki, gdzie działa firma społeczna Ubongo tworząca edukacyjne programy telewizyjne, co może wprowadzać w błąd. Zasady gry są bardzo proste. Każdy gracz otrzymuje planszę oraz dwanaście elementów. To co jest istotne: każda plansza ma inny wzór, który należy zapełnić kolorowymi elementami. Należy to zrobić w jak najkrótszym czasie - do gry dołączona jest bowiem klepsydra. Z pozoru może wydać się to proste, ale jest wiele kombinacji do zape...

Strażniczka feniksa

Lubicie chodzić do zoo? Oglądać wszystkie te egzotyczne zwierzęta? A co powiecie na zoo, w którym nie ma pand, tygrysów, małp ani innych znanych nam gatunków? Zamiast nich spotkacie smoki, gryfy czy feniksy. O zoo pełnym magicznych stworzeń opowiada książka S.A. MacLean Strażniczka feniksa . Główną bohaterką jest Aila. Młoda dziewczyna, około trzydziestu lat. Od dziecka marzyła, aby być opiekunką feniksów i je ratować. Uparcie szła do celu: czytała mnóstwo książek na ich temat oraz ukończyła specjalny kierunek. Udało jej się osiągnąć swój cel. Rozpoczęła pracę w zoo Sam Tamculo i była opiekunką ptaków, w tym feniksa silimalskiego. Mieć pod opieką takiego ptaka to wielki zaszczyt, ale i presja. W jej zoo przebywa bowiem tylko jeden feniks silimalski. Aila próbuje zrobić wszystko, aby odpowiednia organizacja przydzieliła jej jeszcze jednego feniksa pod skrzydła. Chce bowiem reaktywować program rozmnażania feniksów. To byłoby dobre dla jej ptaka oraz dla całego zoo. W skutek pewnych okoli...