Jest wiele tematów uznawanych za tabu. Mówienie o nich wywołuje w nas wstyd lub zakłopotanie. Nie lubimy rozmawiać o śmierci ani się do niej przygotowywać czy oswajać z tym tematem, zwłaszcza gdy dotyczy kogoś nam bliskiego. W wielu miejscach nie rozmawia się również o pieniądzach — ten temat bywa postrzegany jako nie na miejscu. A co z religią i polityką? Te kwestie potrafią wywołać burzę przy stole, dlatego lepiej ich nie poruszać. Są jednak tematy, które powinny być podejmowane i o których nie powinniśmy bać się ani krępować mówić. Należą do nich chociażby kwestie naszego zdrowia psychicznego oraz fizycznego. W związku z tym chętnie sięgnęłam po książkę Dno miednicy. Kompletny przewodnik po centrum kobiecego ciała Sary Reardon.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak JednymSłowem.
Poradniki o zdrowiu bywają postrzegane z pewnym dystansem i nieufnością — wiele osób obawia się uproszczeń, straszenia chorobami lub obietnic szybkich, uniwersalnych rozwiązań. Często uznaje się je za zbyt ogólne. W przypadku tematów związanych ze zdrowiem intymnym dodatkowo pojawia się poczucie skrępowania, przez co takie publikacje bywają marginalizowane lub uznawane za niepotrzebne. Pamiętam, jak wznowiono książkę Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej i na jej podstawie nakręcono film. Kobiety, ale i mężczyźni, chętnie sięgali po tę pozycję. Na krótką chwilę o tematach intymnych stało się głośno.
Należy jednak pamiętać, że większość kobiet na co dzień zmaga się z wieloma problemami, tak zwanymi kobiecymi (mężczyźni oczywiście również miewają różne schorzenia w tym zakresie, jednak ze względu na omawianą książkę skupimy się na kobietach). A jak wiele z nas się bada?
Polki coraz rzadziej odwiedzają ginekologa, a ich wiedza o zdrowiu intymnym wciąż jest nierówna, czytamy w raporcie "Polka u ginekologa 2025" autorstwa Agnieszki Kędzierskiej-Strzępki, Justyny Czupryniak i Marcina Fiedziukiewicza, który powstał po głośnej internetowej dyskusji o regularności wizyt u ginekologa. W najnowszym raporcie niecałe 52 proc. kobiet zadeklarowało, że było na wizycie u ginekologa w ciągu ostatniego roku. To spadek o blisko 7 proc. w porównaniu z zeszłorocznym badaniem, w którym wynik wynosił ok. 60 proc. Ponad 7 proc. Polek przyznało, że nie było u ginekologa od ponad pięciu lat. Według ekspertów to niepokojący sygnał, szczególnie w kontekście profilaktyki chorób nowotworowych. [tvn24]
Książka Dno miednicy nie jest typowym poradnikiem. Autorka jest specjalistką w swoim fachu:
Od 2007 roku dr Sara Reardon opiekuje się pacjentkami z problemami dna miednicy jako doktorka fizjoterapii, certyfikowana fizjoterapeutka uroginekologiczna oraz specjalistka z zakresu zdrowia kobiet. Jest założycielką i główną dowodzącą platformy internetowej The Vagina Whisperer (Zaklinaczka Wagin),oferującej treningi online dla kobiet w ciąży, po porodzie, w okresie menopauzy, zmagających się z bolesnymi stosunkami i osłabieniem mięśni dna miednicy. Jej konto na Instagramie (@the.vagina.whisperer) i TikToku (@thevagwhisperer) obserwuje ponad 700 000 osób.
Mimo tego, a może właśnie dzięki temu, że autorka na co dzień ma kontakt z pacjentkami, opowiada o dnie miednicy i tematach z nim powiązanych w sposób bardzo przystępny. Tę książkę czyta się jak rozmowę z koleżanką. Oczywiście dowiadujemy się, jak wygląda budowa i funkcjonowanie kobiecego ciała, ale nie jest to nudny wykład z anatomii. Autorka bardzo obrazowo (dosłownie i w przenośni) pokazuje, jak wszystko działa. Przyznam, że sama nie zdawałam sobie sprawy, jak ważną rolę odgrywa dno miednicy. Niektóre kwestie były dla mnie nowością — nie łączyłabym ich z tą częścią ciała. Dno miednicy jest niezwykle ważne i warto zwrócić na nie uwagę. Wpływa ono na nasze codzienne funkcjonowanie, nie tylko podczas stosunków, ale również chociażby w trakcie wypróżniania się.
Autorka pokazuje, że niektóre dolegliwości, które uważamy za „normalne”, wcale takie być nie muszą. Mogą one nieść za sobą inne, poważniejsze problemy, które utrudniają nam życie lub prowadzą do kolejnych trudności. Są rzeczy, które uznajemy za naturalne i nawet nie przyszłoby nam do głowy, by się nimi zainteresować. W tej książce znajdujemy sposoby radzenia sobie z niektórymi dolegliwościami — bardziej lub mniej oczywistymi. Poznajemy różne ćwiczenia oraz metody pomagające w ich łagodzeniu. Autorka niczego nam nie narzuca. Pokazuje, co możemy zmienić, aby było nam lżej. Nie trzeba ze wszystkiego rezygnować — czasem wystarczy coś ograniczyć. Nie trzeba też trenować bardzo intensywnie, ponieważ niekiedy wystarczy zwykły spacer.
Ta książka uczy, jak słuchać sygnałów wysyłanych przez nasz organizm. Coraz modniejsze stają się operacje plastyczne narządów kobiecych, a rzadziej myślimy o poprawie ich funkcjonowania. Publikacja ta pokazuje, że warto najpierw zadbać o siebie — może to być pierwszy krok do polubienia swojego ciała, a być może także tego, jak wygląda.
Tę książkę czytałam nie tylko w domu, ale również w komunikacji miejskiej. Pewnego dnia zaczepiła mnie młoda dziewczyna, aby dowiedzieć się, o czym czytam. Uznała, że koniecznie musi sięgnąć po tę lekturę. To także pokazuje, że takie książki są potrzebne. Nie trzeba się wstydzić czytania ani rozmów na tematy kobiece — wręcz przeciwnie, powinno się o nich mówić głośno. Jest tak wiele kobiet, a tak mało mówi się o tym, z czym się mierzymy; nawet miesiączka, którą mamy regularnie, wciąż bywa tematem tabu. W Dnie miednicy podobało mi się to, że autorka nazywa rzeczy po imieniu — dzięki temu książka staje się jeszcze bliższa czytelniczce.
Zachęcam nie tylko kobiety, ale i mężczyzn do sięgnięcia po tę książkę. Warto rozumieć swoją partnerkę — dzięki temu łatwiej ją wspierać, a być może także motywować do różnych działań.
Dno miednicy to książka, która przez niektórych może być traktowana jako bezpieczny krok do lepszego zrozumienia własnego ciała i otwarcia się na trudne tematy. Ta książka to nie tylko zbiór porad, ale również wartościowe narzędzie edukacyjne. Warto sięgnąć po tę książkę w różnym wieku.
Komentarze
Prześlij komentarz