Czy warto wracać do przeszłości, czy może lepiej żyć tu i teraz i koncentrować się na przyszłości? Ile osób, tyle perspektyw na ten temat. Główna bohaterka książki Ofiara dusz Kornelii Namiecińskiej próbuje dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Borgis.Ofiara dusz to książka z gatunku horrorów. Rodzice głównej bohaterki giną w wypadku. Cassie, nasza główna bohaterka, otrzymuje w spadku firmę oraz dom. Wątek związany z firmą jest tematem pobocznym, dom otrzymany w spadku – to już inna sprawa. Dziewczyna nie wiedziała, że jej rodzice posiadają posiadłość w miasteczku Sleepy Town. Z tym domem wiąże się jakaś mroczna tajemnica. Jak można się domyślić, Cassie udaje się tam w poszukiwaniu swojej przeszłości i z chęcią poznania rodzinnych sekretów. Okazuje się, że miasteczko do najprzyjemniejszych nie należy. Ponadto na dziewczynę czekają zjawy i upiory – i to dosłownie. Dość szybko poznaje też przystojnego mężczyznę i jeszcze szybciej się w nim zakochuje. Co wydarzy się w Sleepy Town? Czy dziewczyna zostanie w mieście, czy jednak będzie musiała z niego uciekać?
O tej książce nie da się powiedzieć za dużo bez spoilerów. Jest to bardzo króciutka książeczka, licząca niecałe 100 stron.
Mam pewien problem z tą pozycją. Z jednej strony, na tyle, ile można było przeczytać, styl autorki mi się spodobał. Jednak nie dało się w pełni wczuć w tę książkę. Wszystkie wątki przelatywały między palcami. Nie można było złapać oddechu, zastanowić się nad tym, co się wydarzyło, pomyśleć, co będzie dalej. Nie było pola dla wyobraźni. Akcja była zbyt dynamiczna. Ponadto autorka dała na początku prolog. Ogólnie – super zabieg, ale akcja z prologu dzieje się dziesięć stron dalej, więc za szybko mamy powtórzenie. W teorii zakończenie można uznać za „wyjaśnienie”, czemu akcja jest aż tak dynamiczna i rozmyta.
Momentami akcja wydawała się niespójna, ale mogło to wynikać właśnie z tempa książki. Co jeszcze mi przeszkadzało – a wszystko to w dużej mierze wynika z tak małej objętości – to główna bohaterka była nijaka. Nic jej nie ruszało. Spotyka zjawę i w sekundę przełącza się na tryb normalny. Nie widać, aby choć na chwilę się przejęła, jest niewzruszona. W ogóle ma się wrażenie, jakby była płytka. Brak jej głębi. Nie da się jej ani polubić, ani zniechęcić do niej. Pozostaje raczej w strefie „obojętności”.
Czytając tę książkę przypomniałam sobie serial Zaklinaczka dusz. Trochę podobny vibe.
Książka na pewno ma duży potencjał. Prawdopodobnie, gdyby była większa objętościowo i dopracowana, mogłaby być ciekawą historią.

Komentarze
Prześlij komentarz