Sięgając po poradniki oczekujemy konkretnych rzeczy. Czasem czytamy je, bo potrzebujemy gotowych rozwiązań, innym razem chcemy spojrzeć na jakiś problem z innej perspektywy. Poradniki mogą nam pomóc uporządkować wiedzę i być źródłem motywacji. Z pewnym zaciekawieniem sięgnęłam po książkę: Sztuka jasnego myślenia Rolfa Dobelli.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak Koncept.
Na początku przyznam się do dwóch rzeczy. Po pierwsze, bardzo rzadko sięgam po poradniki. Jestem do nich dość sceptycznie nastawiona. Jak do tej pory chyba najlepszym poradnikiem jaki czytałam była Sztuka kochania Michaliny Wisłockiej. Ta książka nie była odkrywcza. Miała pokazać to co jest oczywiste, ale często właśnie o tych oczywistościach zapominamy. Medycyna poszła do przodu, nasza świadomość również, nawet relacje damsko-męskie na przestrzeni lat uległy zmianom, ale są rzeczy, które, nie chcę powiedzieć, że nigdy, ale szybko się nie zmienią.
Gdy dostałam propozycję sięgnięcia po książkę Sztuka jasnego myślenia pomyślałam: super, to będzie coś innego. Nie będzie to klasyczny poradniki. I rzeczywiście taki jest. Nie podaje gotowych rozwiązań, nie motywuje nas do działania. Jest to książka, która ma nam pokazać jakie pułapki w myśleniu na nas czekają w różnych sferach życia: w pracy, czy też na co dzień.
Po drugie, niewiele z tej książki zapamiętałam. I tutaj mam pewien problem. Książka sama w sobie nie jest zła. Ma krótkie rozdziały. Każdy z nich czyta się w jakieś 5 minut. Autor nie rozwodzi się nad problemami. Pisze o każdym z nich w prosty i klarowny sposób. Język jest raczej dynamiczny. Wpleciono parę ciekawostek z różnych dziedzin życia. Jednak nie ma w sobie czegoś co pozwala nam zapamiętać o czym jest. I tak naprawdę po przeczytaniu tej książki okazuje się, że jednak niewiele tych pułapek myślowych zapamiętałam, a szkoda.
Książkę czytałam na dwa sposoby. Najpierw zaczęłam klasycznie: rozdział po rozdziale, ale zauważyłam właśnie jak wiele mi z tej książki ucieka. Czułam bardziej jakbym przelatywała przez strony. Uznałam, że to jest bezsensu. Okej, czytam książkę szybko, ale byle jak. Nie na tym według mnie polega czytanie. Spróbowałam więc inaczej: zaczęłam czytać po 2-3 rozdziały w ciągu dnia, ale o różnych porach. I przy okazji o niektórych ciekawostkach opowiadałam mężowi. Ta metoda okazała się najskuteczniejsza. Gdyby nie to, to bym w ogóle nie wiedziała o czym ten poradnik był. Jeśli więc sięgnięcie po tę książkę - nie pochłaniajcie jej, czytajcie ją powoli.
Książka nie jest teoretyczna. Autor opiera się na różnych przykładach z życia. Nawiązuje nawet do historii jak i samych poradników.
Ciężko jest mi o tej książce pisać. Mam co do niej mieszane odczucia. Jak wspomniałam, sam styl pisania i tematyka są super. Jednak minusem jest to, że informacje z tej książki idą w zapomnienie.

Komentarze
Prześlij komentarz