Przejdź do głównej zawartości

Złodziej czasu

Czy wyobrażacie sobie wakacje bez zasięgu i internetu, a co za tym idzie – bez telefonu? W dzisiejszych czasach wydaje się to czymś absurdalnym. Telefon służy nam przecież do komunikacji z innymi ludźmi, sprawdzania różnych informacji i do rozrywki. Na najgorsze wakacje życia zostało wysłane rodzeństwo - Dorota i Daniel. O ich wakacyjnym koszmarze możecie przeczytać w książce Michała Kuźmińskiego Złodziej czasu.

Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak emotikon.

Rodzice Dorotki i Daniela postanowili, że w tym roku wyjadą sami na wakacje, a dzieci spędzą ten czas u wujostwa w małej miejscowości na Dolnym Śląsku. Jak można się domyśleć Dorocie i Danielowi niezbyt się ten pomysł spodobał. Liczyli na super wakacje za granicą. Zamiast tego mają spędzić ten czas w starym poniemieckim domu. Na dodatek okazuje się, że w domu nie ma zasięgu i nie ma możliwości korzystania z telefonu. Dzieci zostają odcięte od świata. I co oni mają robić?

Chodzą po podwórku. Wspinają się na drzewa, ale to wszystko im się trochę nudzi. W domu nie ma zbyt wielu atrakcji dla dzieci. Wujostwo ma mnóstwo książek. Daniel lubi, gdy ktoś mu czyta bajki, ale Dorotka nie jest miłośniczką literatury.


Pewnego dnia do domu dochodzi do włamania. To wydarzenie staje początkiem wielkiej szpiegowskiej przygody dzieciaków. Okazuje się bowiem, że w domu został ukryty skarb. Dorota i Daniel postanawiają go odnaleźć. Czy im się uda? Czy dowiedzą się kim był złodziej? Tego dowiecie się ze Złodzieja czasu.


Jeśli myślicie, że wiecie co się kryje pod wyrażeniem „złodziej czasu” to uwierzcie mi, że nie. Ten tytuł jest przewrotny i odnosi się do różnych kwestii. Gdy zaczynałam tę książkę sądziłam, że od razu wiem, do czego autor nawiązuje, ale ze strony na stronę coraz bardziej autor mnie zaskakiwał. Wpadłam tutaj w pułapkę umysłu i szukałam tylko prostego rozwiązania. Autor na szczęście super bawi się słowem i skojarzeniami.


Fabuła również nie jest taka prosta. Jest bardzo przewrotna i pełna intryg. Mimo iż książka skierowana jest do młodszego czytelnika: 9-12 lat, to się dobrze przy niej bawiłam. Nic w tej powieści nie jest takie oczywiste. Jest to świetna książka kryminalna dla młodych czytaczy.


Bardzo spodobało mi się to, że akcja rozgrywa się na Dolnym Śląsku i autor nawiązuje do tej poniemieckości. W bardzo ciekawy i prosty sposób przekazywana jest historia tych regionów. Nie brak tu również nawiązań do przesiedleńców z Kresów Wschodnich, którzy pojawili się na Dolnym Śląsku w 1945 roku.


Jest to jedna z tych książek, które wciągają od pierwszych stron. Nie dość, że uczą czegoś, to jeszcze pokazują, że można odkryć w sobie różne pasje, że można złapać na coś bakcyla. Czasem nawet z pozoru nudne rzeczy mogą okazać się bardzo ciekawe, wystarczy znaleźć do tego odpowiednie podejście.


Jeśli chcecie kupić swoim pociechom jakąś ciekawą książkę, która nie tylko bawi, ale  i uczy oraz rozwija wyobraźnię to zdecydowanie Złodziej czasu będzie dobrym wyborem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Katabaza

Są autorzy, na których książki wręcz czekamy. Jesteśmy ciekawi, czym tym razem nas zaskoczą. Dla mnie taką autorką jest Rebecca F. Kuang, znana przede wszystkim z Wojen makowych . Pod koniec 2025 roku ukazała się jej najnowsza powieść — Katabaza . Kupiłam ją niemal od razu, jednak do dziś czekała na przeczytanie. Chciałam, aby szum wokół niej nieco opadł. Z tego, co widziałam, tę książkę albo się polubi, albo nie. Jakie są moje wrażenia? Zaraz się dowiecie. Czy zastanawialiście się jak to jest zejść do piekła? Co może nas tam spotkać? I czy w ogóle da się z niego potem wydostać? W dużym skrócie o tym jest Katabaza . Główną bohaterką powieści jest Alice Law, studentka Magii Analitycznej na Uniwersytecie Cambridge. Dziewczyna przyjechała do Londynu z Ameryki, aby uczyć się od najlepszych, a zwłaszcza od Jacoba Grimesa, uznawanego za najwybitniejszego maga w dziejach. Miała jeden cel: stać się najlepszą i móc bezpośrednio współpracować z tym profesorem. Wszystko układało się zgodnie z pla...

Ubungo

W czasie wolny poza czytaniem książek i oglądaniem seriali lubię sięgać po planszówki. Sięgam po różnego rodzaju gry: karciane, strategiczne oraz logiczne. Z przyjemnością więc zagrałam w Ubungo . Jest to gra logiczna. Samo słowo “ubungo” oznacza “mózg”. Twórcy wymyślili więc świetną nazwę do tej gry: coś prostego i ezgotycznego. Jak podpowiada nam AI: Gra planszowa Ubongo została stworzona przez polsko-szwedzkiego projektanta Grzegorza Rejchtmana i pochodzi ze Szwecji, ale nazwa "Ubongo" (co znaczy "mózg" po suahili) nawiązuje do Afryki, gdzie działa firma społeczna Ubongo tworząca edukacyjne programy telewizyjne, co może wprowadzać w błąd. Zasady gry są bardzo proste. Każdy gracz otrzymuje planszę oraz dwanaście elementów. To co jest istotne: każda plansza ma inny wzór, który należy zapełnić kolorowymi elementami. Należy to zrobić w jak najkrótszym czasie - do gry dołączona jest bowiem klepsydra. Z pozoru może wydać się to proste, ale jest wiele kombinacji do zape...

Strażniczka feniksa

Lubicie chodzić do zoo? Oglądać wszystkie te egzotyczne zwierzęta? A co powiecie na zoo, w którym nie ma pand, tygrysów, małp ani innych znanych nam gatunków? Zamiast nich spotkacie smoki, gryfy czy feniksy. O zoo pełnym magicznych stworzeń opowiada książka S.A. MacLean Strażniczka feniksa . Główną bohaterką jest Aila. Młoda dziewczyna, około trzydziestu lat. Od dziecka marzyła, aby być opiekunką feniksów i je ratować. Uparcie szła do celu: czytała mnóstwo książek na ich temat oraz ukończyła specjalny kierunek. Udało jej się osiągnąć swój cel. Rozpoczęła pracę w zoo Sam Tamculo i była opiekunką ptaków, w tym feniksa silimalskiego. Mieć pod opieką takiego ptaka to wielki zaszczyt, ale i presja. W jej zoo przebywa bowiem tylko jeden feniks silimalski. Aila próbuje zrobić wszystko, aby odpowiednia organizacja przydzieliła jej jeszcze jednego feniksa pod skrzydła. Chce bowiem reaktywować program rozmnażania feniksów. To byłoby dobre dla jej ptaka oraz dla całego zoo. W skutek pewnych okoli...