Dzieciństwo wielu z nas kojarzy się z wieczorami spędzonymi przed telewizorem i bajkami, które na długo pozostawały w pamięci. Dla mnie jedną z takich wieczorynek są Muminki. Gdy trafiła w moje ręce książka Przygody w Dolinie Muminków autorstwa Amandy Li, z ciekawością sprawdziłam, czy uda jej się przywołać ten sam niezwykły klimat.
Książka przeczytana w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak Emotikon.Przygody w Dolinie Muminków to zbiór opowieści ze świata Muminków. Jak już na okładce można przeczytać - są one inspirowane opowiadaniami Tove Jansson. Dobrze jest o tym pamiętać, aby za bardzo się nie zawieść, sięgając po ten tytuł.
Przyznam, że nigdy nie czytałam pierwotnej wersji Muminków. Historie znam jedynie z wieczorynek, które oglądałam przed snem. Bardzo lubiłam tę bajkę. Była ona trochę szara i ponura. Pamiętam, że nawet trochę się jej bałam, zwłaszcza Buki. Za to bardzo lubiłam Małą Mi i Włóczykija. Do tej pory pamiętam melodię z czołówki tej bajki.
Długo zastanawiałam się, od czego zacząć pisać tę recenzję. Niestety, mimo wielkich chęci, książka nie przypadła mi do gustu. Co prawda nie jestem grupą docelową tych opowiadań, ale młodszym czytelnikom również bym jej nie poleciła.
Same opowiadania sprawiały wrażenie napisanych niedbale. Często brakowało mi jakichś przejść między akapitami. Miałam momenty, kiedy myślałam, że pominęłam coś w treści, bo nagle jakieś zdanie pojawiało się, w moim odbiorze, „od czapy”. W książce było dużo uproszczeń, byle szybko przejść do kolejnego wątku. Według mnie te opowiadania w żaden sposób nie oddają klimatu Muminków, które pamiętamy.
Ilustracje również nie przypadły mi do gustu. Są one w stylu współczesnych bajek - cyfrowe. Jak dla mnie nie mają żadnego klimatu. Na plus mogę zaliczyć jedynie czarno-białe rysunki bohaterów z bajki. To wyszło fajnie. Jednak, jak to w książkach dla młodszych czytelników bywa, główne ilustracje zajmują prawie całe strony i po prostu nie mogłam na nie patrzeć. Muminki były fajne ze względu na swój nieco mroczny klimat. Te ilustracje natomiast są bardzo kolorowe. Nawet to by mi nie przeszkadzało, gdyby były utrzymane w starym klimacie, a nie wykonane cyfrowo. Okładka natomiast mi się spodobała. Akurat ona przykuwa wzrok.
Niestety, ta książka nie zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy z tej serii. Te opowiadania pokazują, że czasem lepiej nie odgrzewać kotleta. Są tytuły, które stały się już klasyką i najlepiej wypadają w swojej pierwotnej formie. Nowe dzieła to jedynie podróbki, i to niekoniecznie udane.

Komentarze
Prześlij komentarz