Wiara w zjawiska nadprzyrodzone jest dość powszechna. Dzięki niej człowiekowi łatwiej jest wyjaśnić rzeczy, których nie rozumie i które ciężko jest zbadać. Niekiedy w zjawiskach nadprzyrodzonych można szukać schronienia oraz ucieczkę od rzeczywistości. Do świata true crimes połączonego z duchami, potworami i religią zabiera nas reportaż Renaty Kuryłowicz Klątwy, duchy i zbrodnie.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak JednymSłowiem.
Przyznam, że nie wiedziałam, czego się spodziewać po tej książce. Myślałam, że będą to opowiadania z duchami w tle, trochę w stylu horrorów. Jakim więc zaskoczeniem była dla mnie ta książka. Okazała się reportażem, w którym w merytoryczny i racjonalny sposób autorka próbuje wyjaśnić zjawiska, które owiane były legendami.
W książce znajdziecie opowieści o nawiedzeniach, duchach, egzorcyzmach, opętaniach oraz lokalne legendy. Autorka powołuje się na liczne źródła, które udowadniają, że dawne „niewyjaśnione” zjawiska często dają się dziś odczytać w zupełnie innym świetle. Pomocna może być w tym psychologia. W związku z tym wiele lat temu powstała parapsychologia:
Termin „parapsychologia” używany jest w dwóch głównych znaczeniach. Po pierwsze parapsychologia rozumiana jest jako nauka, a właściwie paranauka czy też pseudonauka, zajmująca się wyjaśnianiem rzekomych zjawisk zachodzących w umyśle ludzkim pod wpływem niezbadanych, tajemnych sił. Po drugie, parapsychologię definiuje się jako naukę o zjawiskach paranormalnych.
Pojęcie „parapsychologia” ukuł w 1889 roku Max Dessoir, niemiecki psycholog żywo zainteresowany zjawiskami „nie z tego świata”, podejrzewany powszechnie o fascynację okultyzmem. Bliższe dzisiejszemu rozumieniu tego, co nazywamy parapsychologią, były prowadzone w latach 30 i 40. XX wieku prace amerykańskich badaczy pod kierownictwem Josepha Banksa Rhine. Uważali oni, że zjawiska paranormalne można badać w warunkach laboratoryjnych, przyczynili się do ich „matematyzacji”. (link)
W książce znajdziemy bez wątpienia wiele ciekawych historii. Brakowało mi jednak przywołania większej ilości opowieści z Polski. Czy w naszym kraju nie ma mrocznych i niewyjaśnionych historii? Z całą pewnością taki wątek byłby ciekawy i uzupełniłby całość o lokalny, bliższy nam kontekst.
Książka zawiera sporo mrocznych, trudnych do wyobrażenia scen. Okazuje się, że potworami są nie zjawy czy też potwory, lecz ludzie i ich własne demony.
Choć ta sprawa porusza wyobraźnię i szokuje brutalnością, przypomina również o czymś głębszym. W tle takich dramatów jak morderstwo Fan Man-yee zawsze kryją złożone mechanizmy społeczne: wykluczenie, bieda, przemoc domowa, brak wsparcia dla ofiar i łatwość, z jaką niektórzy ludzie tracą resztki człowieczeństwa. “True crime” to nie tylko opowieści i przestępstwach - to także zwierciadło pokazujące, jak wiele musi jeszcze zmienić się w naszym świecie, by podobne tragedie nigdy się nie powtórzyły.
Książka podzielona jest na główne części (np. Nawiedzone miejsca, Creepypasty). Każda z nich składa się z krótkich historii. Przyznam, że odpowiada mi taki podział książki. Dzięki temu można w dowolnym momencie przerwać czytanie. Jest to ważne, bo w książce znajdują się drastyczne bądź emocjonalne sceny. Dodatkowo ta forma może przypaść do gustu osobom, które nocą chciałyby poczuć trochę dreszczyku. Muszę przyznać, że gdyby te rozdziały były dłuższe to nie byłabym wstanie przeczytać tej książki. Nie ze względu na treść. Po prostu by mnie znużyła. A tak przynajmniej mogłam ją odkładać i powracać do niej w dowolnym momencie.
Na koniec, jako gratkę, wspomnę, że autorka jest fanką twórczości Stephena Kinga - mistrza grozy. Mi jak na razie udało się przeczytać jedną książkę tego autora - Dallas ‘63 i z całą pewnością będę chciała poznać lepiej jego twórczość.

Komentarze
Prześlij komentarz