Marzenia to coś pięknego. Napędzają nas każdego dnia. Wytyczają nam kierunek, w który chcemy podążać, oraz motywują do działań. Nie każde marzenie jest łatwo zrealizować, czasem wymaga to pracy, czasu i determinacji. Bywa też tak, że coś staje na drodze do ich spełnienia. Warto jednak o nie walczyć. Marzenia to coś, co nadaje naszemu życiu sens. Właśnie o tym jest książka Wypożyczalnia zagubionych marzeń Kim Ho-Yeon.
Książkę przeczytałam w ramach współpracy barterowej z Wydawnictwem Znak Literanova.Sol zostaje zwolniona z pracy i postanawia wrócić do rodzinnego miasta. Nie czeka jej tam perspektywa dobrej pracy, pragnie po prostu w końcu odpocząć. Mama ciągle chce, aby dziewczyna pomogła jej w prowadzeniu rodzinnej restauracji, ale Sol się do tego nie kwapi.
Pewnego dnia, przechadzając się po mieście, odkrywa, że wypożyczalnia wideo, w której pracowała jako nastolatka, została zamknięta. Właścicielem tego miejsca był niegdyś pan Don. Mężczyzna stworzył nie tylko miejsce, w którym można było wypożyczyć kasety wideo. Udało mu się stworzyć przestrzeń dla nastolatków, którzy szukali azylu i chętnie słuchali o filmach oraz dyskutowali o książkach. Pan Don uczył młodzież, że warto podążać za marzeniami. Sol spotyka syna pana Dona - Hanbina i dowiaduje się od niego, że nie dość, że wypożyczalnia już nie istnieje, to jeszcze pan Don zniknął. Nikt nie wie, gdzie się podział. Sol postanawia odnaleźć mężczyznę, który odegrał ważną rolę w jej życiu.
Nie będą to jednak zwykłe poszukiwania. Sol postanawia założyć kanał na YouTube i poprzez niego odnaleźć pana Dona. Podczas rozmów z ludźmi z przeszłości mężczyzny Sol i Hanbin poznają inną stronę pana Dona. Odkrywają rzeczy, o których nie mieli pojęcia.
Bardzo ważną rolę w tej historii odgrywa Don Kichot hiszpańskiego pisarza Miguela de Cervantesa. Była to bardzo ważna powieść dla pana Dona, która stanowiła część jego życia. To właśnie ta książka pokazała mu, że o marzenia warto walczyć, nawet jeśli miałaby to być walka z wiatrakami. Tytułowy Don Kichot był jego inspiracją i dużo opowiadał o nim młodzieży w swojej wypożyczalni.
Czy Sol i Hanbin odnajdą pana Dona? Czy pan Don okaże się Don Kichotem? I co z marzeniami, czy udało się je spełnić naszym bohaterom? Tego dowiecie się z tej książki.
Jak już wiadomo, jest to książka przede wszystkim o marzeniach. Autor pokazuje, że czasem trzeba przebyć wyboiste drogi i pokonać wiele gór, aby udało nam się je zrealizować. Czasem się upada i niełatwo jest się podnieść. Bywa i tak, że z czasem nasze marzenia ulegają modyfikacji, bo inaczej patrzymy na życie.
Jest to również powieść o przyjaźni, która ukazuje, jak wiele może mieć ona oblicz. Niektóre przyjaźnie przetrwają wszelkie przeciwności, inne z czasem wygasają, a jeszcze inne niespodziewanie powracają po latach. Nie wszystkich przyjaciół poznajemy w dzieciństwie, na każdym etapie życia spotykamy nowych ludzi, z którymi możemy zbudować wyjątkowe więzi.
Jest to również książka o odkrywaniu samego siebie. Sol, niegdyś producentka telewizyjna, która była w cieniu, musi na nowo odnaleźć, czym chce się zajmować. Wie, że telewizja to nie jej świat. Nie zgadza się z prawami w niej rządzonymi. Przełamuje się i zakłada kanał na YouTube. Wymaga to od niej wiele wysiłku i wyrzeczeń. Pomimo różnych trudności nie poddaje się i próbuje się realizować jako youtuberka. Podczas poszukiwań pana Dona dowiaduje się również czegoś o sobie. Na stronicach książki widzimy jej przemianę: jak z nieśmiałej dziewczyny rodzi się pewna siebie kobieta.
Ogromnym walorem tej książki jest bez wątpienia odniesienie się do klasyki, jaką jest Don Kichot. Przyznam, że nie czytałam nigdy tej książki, jednak Kim Ho-Yeon w przystępny sposób przybliżył jej problematykę. Lubię takie wstawki z literatury, dodają one pewnej głębi. Kim Ho-Yeon pokazał, że każdy z nas może w sobie odnaleźć Don Kichota, jednak warto również docenić jego druha - Sancho Pansę.
Do tej pory nie czytałam zbyt wielu powieści azjatyckich. Zauważyłam jednak, że często są to książki bardzo nostalgiczne, a przez to nieco powolne. Przyznam, że początkowo przez to trudno było mi się wgryźć w fabułę. Dopiero gdy przywykłam do tego stylu, to się wciągnęłam i pochłonęłam szybko tę lekturę.
Nie znam się na kulturze koreańskiej i nazwy potraw stanowiły dla mnie nie lada zagadkę, a wiedzieć musicie, że nasi bohaterowie cały czas jedli. Wszystkie dania musiałam googlać, bo ich nazwy nic mi nie mówiły. Jest to książka, która po części pokazuje kulturę koreańską, jej politykę i obyczaje, zwłaszcza żywieniowe. Pod tym kątem była to ciekawa podróż, bo, jak wspomniałam, niewiele o tym wiem.
Niedawno czytałam Być może się wydarzyło i po sięgnięciu jeszcze po Wypożyczalnię zagubionych marzeń zaczynam dochodzić do wniosku, że powieści azjatyckie chyba nie są dla mnie. Ta nostalgia nie do końca do mnie przemawia, chociaż w Wypożyczalni… nie była aż tak przytłaczająca. Lubię, gdy książki coś wnoszą do mojego życia i skłaniają do refleksji, ale wszystko musi być odpowiednio wyważone. Taka ilość nostalgii po prostu trochę mnie przygniata.
Wypożyczalnia zagubionych marzeń to książka, która bez wątpienia ma swój urok i może otulić w te deszczowe dni, zwłaszcza jeśli ktoś lubi zanurzyć się w nostalgii.

Komentarze
Prześlij komentarz