Mam parę musicali, na które marzę aby się udać. W tym roku udało mi się obejrzeć dwa spektakle z mojej listy. Pierwszym musicalem był Jesus Christ Superstar, na którym byłam w kwietniu. W Mikołajki spełniłam kolejne marzenie - poszłam na Wicked.
O Wicked jest głośno za sprawą filmów: Wicked, który ukazał się w listopadzie 2024 roku oraz drugiej części tego filmu Wicked: Na dobre, który swoją premierę miał w listopadzie 2025 roku. Główne role grają Ariana Grande (Glinda) oraz Cynthia Erivo (Elbhaba).
O czym jest spektakl możecie się dowiedzieć ze strony Teatru Muzycznego Roma:
Fabuła musicalu opiera się na powieści Gregory’ego Maguire’a z roku 1995 pt.: „Wicked – Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu”, która z kolei inspirowana była klasyczną książką Franka Bauma z 1900 roku „Czarnoksiężnik z krainy Oz”. Musical opowiada historię, która dzieje się jeszcze przed wydarzeniami opisanymi w książce Bauma. Osią narracji jest przyjaźń między dwoma młodymi kobietami: Elfabą, która później będzie znana jako Zła Czarownica z Zachodu i Glindą, która zasłynie jako Dobra Czarownica z Północy. Cała historia pokazana jest właśnie z ich perspektywy. Fabuła odnosi się do stereotypów w postrzeganiu dobra i zła, jest też pretekstem do podniesienia kwestii relatywizmu ludzkich zachowań, hipokryzji, braku akceptacji dla odmienności oraz tematów związanych z przyjaźnią, miłością, władzą i manipulowaniem opinią publiczną.
Nie chcę porównywać filmu do spektaklu - to byłby błąd. Spektakl trwał trzy godziny, a filmy łącznie trwają około pięciu. Ponadto musical nie powstawał na podstawie filmu, lecz na podstawie książki.
Wyczekiwałam tego spektaklu od miesięcy. I wiecie co? Było warto!
Przyznam, że początkowo odczuwałam pewien smutek. Miałam nadzieję, że uda mi się trafić na konkretną obsadę: Natalię Piotrowską-Paciorek (Elfaba) oraz Marcina Franca (Fijero). Uwielbiam ich grę i wokal. Trafiłam jednak na Natalię Krakowiak i Janka Traczyka. Jak Janek gram - wiem, byłam na paru spektaklach, w których odgrywał główne role (Notre-Dame de Paris, Piloci, We Will Rock You). Niespodzianką była dla mnie Natalia. Najbardziej pamiętam ją z We Will Rock You, ale grała tam poboczną rolę. Nie wiedziałam więc czego się spodziewać.
Jestem pod wrażeniem tego jak swoje postaci wykreowały Natalia Krakowiak i Anna Federowicz (Glinda). Świetnie wczuły się w swoje role. Kontrast między bohaterkami był mocno zarysowany, a przy tym było widać ich bliskość. Elfaba - odrzutek, dziwadło. Od dziecka musi się zmagać z brakiem akceptacji wśród ludzi, nawet własna rodzina jej nie akceptuje. Wydaje się, że ma twardą skórę, że nic jej nie ruszy, jednak pod tą twardą skorupą, kryje się wrażliwa i pełna uczuć istota. Natalia świetnie pokazała te uczucia.
Byłam bardzo ciekawa postaci Glindy. W filmie nie przypadła mi do gustu, więc ciekawiło mnie co pokaże Anna Federowicz. Mnie przekonała. Była zabawna i przy tym naturalna. Nie była tak mocno karykaturalna. Widać, że dobrze się bawiła tą postacią. Z jednej strony jej Glinda była płytka i powierzchowna, a z drugiej dbała o tych, których kochała. Była postacią złożoną i pełną różnych emocji, nie zawsze tych dobrych i cukierkowych.
Moją uwagę przykuła także postać Czarodzieja w wykonaniu Tomasza Steciuka. Był to bohater o paru twarzach. Nie był czarno-biały. Składał się z wielu kolorów, nie zawsze tych dobrych. Przyznam, że ta postać była dla mnie również pewnym zaskoczeniem. Pan Tomasz świetnie wczuł się w rolę. Widziałam, że w tę postać wciela się również Damian Aleksander. Jestem ciekawa jak on wykreował tę postać, a przede wszystkim ciekawi mnie jego wokal w tym spektaklu. Uwielbiam jego głos zwłaszcza w filmie Piękna i Bestia, gdzie wcielił się w postać Gastona.
Najsłabszą postacią był według mnie Fjero. Po pierwsze, mimo iż lubię Janka Traczyka, to był zbyt dojrzały do tej roli. U niego najmocniej było widać, że aktor jest starszy niż grana przez niego postać. Układy taneczne były sztywne. Miałam wrażenie, że aktor nie czuł tej postaci. Przyznam, że jestem bardzo ciekawa jak sobie z tą rolą poradził Marcin Franc. Po drugie, wiemy, że Fjero na początku kreował się na postać płytkiego księciuna, jednak przechodzi przemianę. Tej zmiany nie dało się odczuć w spektaklu. Nie dało się nawet zbytnio dostrzec, czemu nagle pokochał Elfabę. Mocno niedopracowana postać.
Najbardziej wyczekiwałam dwóch piosenek: Odwaga (Defying Gravity) oraz Nic dobrego (No Good Deed). Pierwszy utwór to był sztos! Elfaba dosłownie wzbiła się w powietrze. A piosenka była zaśpiewana tak, że aż miałam ciary. Niestety, nie przypadł mi do gustu utwór Nic dobrego. Połowy tekstu nie rozumiałam. Bardzo niewyraźnie był wykonany ten utwór. Muzyka była głośniejsza od słów.
Słyszałam wcześniej sporo zarzutów do kostiumów. Mi się akurat bardzo podobała zarówno scenografia jak i stroje. Włożono w charakteryzacje wiele pracy i to widać. Może Glinda miała najsłabsze stroje. Jak to się mówi: Shein się dało wyczuć. Jeśli chodzi o scenerię: uważam, że świetnie była wykonana scena. Była jakby trójwymiarowa. Miała kształt półokręgu. Dzięki temu wszystko było dobrze widać. Nie wiem jak to ująć, ale budowa sceny nadawała jakieś głębi.
Całościowo spektakl bardzo mi się podobał. Niesie za sobą parę przesłań, o których warto pamiętać. W każdym kryje się piękny kwiat, trzeba tylko chcieć go dostrzec. Nikt nie rodzi się zły. Czasem to sytuacja prowadzi nas do czynów, których normalnie byśmy nie popełnili. I to co ważne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach pełnych fake newsów: nie wierzmy wszystkiemu na słowo. Sprawdźmy najpierw, czy informacja jest prawdziwa zanim poddamy ją pod osąd. Polecam wam Wicked. To spektakl, który przeniesie Was w świat magii i pięknej muzyki.

Komentarze
Prześlij komentarz