Są książki, które gdy tylko zobaczę to wiem, że będę chciała je przeczytać. Niektóre kuszą mnie piękną okładką, inne ciekawym opisem. Parę lat temu, gdy zobaczyłam, że Wydawnictwo Fabryka Słów wydaje Jaśminowy tron Tashy Suri wiedziałam, że będę musiała to przeczytać. Cierpliwie poczekałam aż ukazała się cała seria, a następnie aż mogłam je kupić w korzystnej dla mnie cenie. Czy warto było tyle czasu czekać? Czy książka okazał się tak dobra jak na to liczyłam? O tym wszystkim napiszę w tej recenzji.
W Jaśminowym tronie mamy dwie główne bohaterki: Prije - osieroconą służącą, która kiedyś była świątynnym dzieckiem. Dzięki bezśmiertelnym wodom dziewczyna posiada pewne nadprzyrodzone umiejętności. Drugą bohaterką jest Malini - księżniczka Paridźatdwipy, zbuntowana siostra cesarza, zesłana za karę przez brata na Hiranę, do miejsca z którego niemalże nie da się uciec, do miejsca, gdzie ukryte zostały bezśmiertelne wody.
W skutek pewnych okoliczności Prija zostaje służącą Malini. Dziewczyny są zupełnie różne. Nie tylko pod kątem statusu społecznego. Nawet charaktery mają inne. Prija jest dobra i dba o innych. Malini natomiast wciąż knuje, skupia się na tym co może jej się przydać do osiągnięcia wyznaczonego celu. Jak to się mówi: przeciwieństwa się przyciągają. Pomimo znacznych różnic udaje im się dogadać. Na początku ich znajomość nie jest prosta, jednak z czasem nabiera większej głębi nie tylko duchowej, ale i emocjonalnej. Zakochują się w sobie.
Jedna nie jest to tylko książka o Priji i Malini. Znajdują się w niej również kwestie polityczne. Ahiranja dawniej była dumnym i potężnym królestwem. Gdy czytamy tę książkę jest to miejsce pod rządami Paridżatu. Królestwo dawniej cieszące się sławą, obecnie kojarzone jest z domami rozpusty. Mieszkańcom nie podoba się obecna sytuacja geopolityczna. Buntownicy wszczynają rewolucję. Na jej czele stoi Asok, brat Priji. Chłopak oprócz wyzwolenia Ahiranji chce dostać się do bezśmiertelnych wód. Do tego potrzebna jest mu Prija, która jako jedyna jest w stanie wskazać mu drogę.
W książce pojawia się również motyw butwienia. W wyniku tej choroby zakażonym ludziom spod skóry wyrastają liście i kwiaty. Stają się w pewien sposób drzewami.
W tej książce pojawia się także ciekawa postać Rao. Jednak nie jest to jego prawdziwe imię. W jego wierze nie wolno od tak podawać swej prawdziwej tożsamości. Bowiem jego imię jest przepowiednią, którą można wyjawić w odpowiedniej chwili. Jest to jedna z bardziej zagadkowych postaci w tej książce.
Jaśminowy tron to również książka o rodzinie. Prija nie znała swoich bliskich, ale jej rodziną były świątynne dzieci. Łączyła ich wszystkich wyjątkowa więź. Sami siebie nazywalii rodziną. To tylko pokazuje, że rodzina nie musi być powiązana z sobą krwią. Czasem o wiele silniejsze okazują się więzi zbudowane na lojalności, wspólnej historii i wsparciu. Malini natomiast reprezentuje inny model rodziny. Rodzinę, z którą dobrze wychodzi się tylko na fotografiach. Rodzeństwo nie jest z sobą zbyt mocno związane. Ma się wrażenie, że nic ich nie łączy. Na świat patrzą w zupełnie odmienny sposób.
Jak można się domyślić książka ta jest dość mocno feministyczna. W świecie, w którym panują mężczyźni w końcu kobiety biorą los we własne ręce. Pragną odmienić nie tylko swoje przeznaczenie, ale i swoich królestw
Jest to już kolejna książka, którą przeczytałam, nawiązująca do Indii. Wcześniej udało mi się przeczytać Kajkeji Vaishnavi Patel oraz Pieśń bogini Kali Dana Simonsa. Na chwilę obecną mam mieszane odczucia co do tej tematyki. Kajkeji mi się bardzo podobała, natomiast Pieśń bogini Kali i Jaśminowy tron średnio. Jako że o poprzednich książkach powstały odrębne recenzje, do których zapraszam, odniosę się do swoich wrażeń po przeczytaniu Jaśminowego tronu.
Bardzo trudno było mi się wgryźć w tę książkę. Pierwszą połowę strasznie męczyłam. Przyznam, że zaczęłam tę książkę czytać na początku kwietnia i dopiero teraz skończyłam. W teorii coś się działo w tej powieści, ale nie odczuwało się tego. Nie było jednak żadnego momentu, który by porwał mnie w tę fabułę. Dużo natomiast było powtórzeń, miałam wrażenie jakby historia kręciła się w kółko i bardzo powoli szła “do brzegu”. Na szczęście druga połowa była trochę bardziej dynamiczna. Ze względu na trwającą w akcji rewolucję siłą rzeczy coś się działo, ale to wszystko i tak nie było pełne napięcia. Brakowało mi w tej książce jakiegoś super dobrze pociągniętego wątku, który by wkręcił czytelnika, dzięki któremu nie chciałoby się oderwać od tej książki.
Podobało mi się, że wydarzenia poznajemy z perspektywy różnych bohaterów. Uwielbiam ten zabieg. W tej książce mam jednak do niego tylko jedno zastrzeżenie - cała historia napisana jest w trzeciej osobie. Brakowało mi przedstawienia zdarzeń w pierwszej osobie. Świetnie to było zrobione w Cień Kitsune Julie Kagawa.
Nie podobali mi się również bohaterowie. Wszyscy, z wyjątkiem Rao, byli jednowymiarowi. Brakowało mi w nich charakteru. Były to postacie, o których łatwo będzie zapomnieć. W książce wystąpiło wielu bohaterów. Na szczęście autorka na końcu dodała spis postaci i opisała w jednym zdaniu kto kim jest.
Miałam nadzieję, że ta książka będzie sztosem. Niestety mnie nie porwała. Mimo to sięgnę po kolejne tomy: Oleandrowy miecz oraz Lotosowe cesarstwo. Przeczytam je głównie dlatego, że mam je już na regale. Mam nadzieję, że okażą się lepsze i bardziej porywające niż Jaśminowy tron.

Komentarze
Prześlij komentarz